Polski rolnik a ubezpieczanie upraw – koło ratunkowe czy zbędny ciężar?

350 milionów złotych – tyle w przyszłym roku rząd przeznaczy na dopłaty do ubezpieczeń upraw rolnych. Wysokość dofinansowania nie ulegnie zmianie, co oznacza, że polski rolnik będzie mógł liczyć na 65% dopłaty do polisy. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi szacuje, że ubezpieczeniem będzie objęte ponad pięć milionów hektarów użytków rolnych. Obecnie jednak tylko 12% właścicieli gospodarstw zawiera umowy ubezpieczeń upraw rolnych, co stanowi zaledwie 30% areału gruntów rolnych w Polsce. Dlaczego polscy rolnicy tak rzadko się ubezpieczają? Jak działają ubezpieczyciele i gdzie w tym wszystkim jest interes polskiego rolnika? Na te pytania postaramy się znaleźć odpowiedzi w niniejszym artykule.

Ubezpieczenia rolne poza kieszenią rolników?

Od kilkunastu lat środki pieniężne przeznaczane na dofinansowanie składek do ubezpieczeń rolnych w większości pochodzą z budżetu państwa. Przykładowo, w 2018 roku zaplanowano na ten cel ponad 850 milionów złotych, co zaowocowało ubezpieczeniem ponad 4,5 miliona hektarów upraw. Biorąc pod uwagę fakt, że wysokość dofinansowania wynosi 65% składki, polski rolnik pokrywa z własnej kieszeni „tylko” 35% kosztów polisy. W rzeczywistości właściciele polskich gospodarstw rocznie wydają na ten cel kwoty rzędu kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Stawki ubezpieczenia uzależnione są bowiem od areału, uprawy i zakresu ubezpieczenia oraz klasy gruntu na jakim znajdują się plantacje. Kwoty te mogłyby być niższe, ponieważ jak wynika z opinii rolników, paradoksalnie to właśnie fakt dofinansowania polis z budżetu powoduje sztuczne zawyżanie składek przez ubezpieczycieli. W efekcie dla upraw jesiennych, ubezpieczenie plantacji od ryzyka gradu, wiosennych przymrozków i negatywnych skutków przezimowania to koszt w przedziale od 100 do 200 zł od hektara, w zależności od sumy ubezpieczenia na jaką rolnik się zdecyduje. Przykładowo, maksymalne sumy ubezpieczenia, jakie będą obowiązywały w 2020 roku przedstawiono poniżej:

  • 10 820 zł — dla zbóż,
  • 5 360 zł — dla kukurydzy,
  • 9 320 zł — dla rzepaku i rzepiku,
  • 58 130 zł — dla chmielu,
  • 31 580 zł — dla tytoniu,
  • 105 190 zł — dla warzyw gruntowych,
  • 132 200 zł — dla drzew i krzewów owocowych,
  • 50 710 zł — dla truskawek,
  • 46 180 zł — dla ziemniaków,
  • 9 040 zł — dla buraków cukrowych,
  • 9 580 zł — dla roślin strączkowych.

 

Testuję program eAgronom

 

Działania ubezpieczycieli na przekór rolnikom?

Właściciele polskich gospodarstw skarżą się także na nierzetelne szacowanie szkód przez zakłady ubezpieczeniowe. Nikt przecież nie życzy sobie klęsk żywiołowych, które mogą dotknąć uprawy narażając polskiego rolnika na ogromne straty. Z uwagi na powtarzające się jednak w ostatnich latach okresy suszowe, to właśnie anomalie pogodowe związane z brakiem opadów są główną bolączką z jaką mierzą się polscy rolnicy, również w kontekście ubezpieczeń. Zgodnie z zapisem z 2008 roku zakład odpowiada za szkody spowodowane przez suszę od 25% ubytku w plonie głównym. Oznacza to, że jeżeli szkoda jest powyżej 25%, to ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie, jeżeli poniżej 25%, rolnik taką szkodę musi pokryć sam, bowiem nie otrzyma odszkodowania.

W przeszłości doprowadziło to do wielu nieporozumień pomiędzy rolnikami a zakładami ubezpieczeniowymi. Brak przejrzystości ofert jest tutaj głównym zarzutem i dotyczy to przede wszystkim obowiązków, jakie ciążą na ubezpieczającym po podpisaniu polisy. Zazwyczaj bowiem w pierwszej kolejności rolnik musi wykupić ubezpieczenie od ryzyka wystąpienia lawiny błotnej, osunięcia się ziemi, co w polskich warunkach praktycznie nie występuje, by do tak powstałego pakietu ubezpieczenia włączono ryzyko suszy. Powyższe działania powodują, że w ostatecznym rozrachunku skorzystanie z ochrony plantacji jest dla gospodarza zbyt kosztowne i po prostu nieopłacalne. Sytuacja jest problematyczna także dla towarzystw ubezpieczeniowych, które widząc wzrastające zagrożenia anomaliami pogodowymi dla polskich upraw w ostatnich latach, nadal nie wypracowały kompromisu tłumacząc się zbyt dużym ryzykiem i obawą o swoją pozycję na polskim rynku ubezpieczeń.

Ubezpieczenia upraw kołem ratunkowym w walce z pogodą?

Nic więc dziwnego, że polscy rolnicy oczekują przede wszystkim jasnych i przejrzystych ofert, dopasowanych do indywidualnych potrzeb i specyfiki gospodarstwa. Dotychczas stosowane rozwiązania systemowe są bowiem nieefektywne i zamiast realnie wspomagać działania państwa w sytuacji wystąpienia klęski żywiołowej, niejednokrotnie stają się dla rolnika kosztownym obowiązkiem. Warto bowiem przypomnieć, że po suszy, która miała miejsce w 2018 roku największą pomoc rządową otrzymali właściciele gospodarstw, którzy udokumentowali 70% straty danej plantacji, mając jednocześnie ubezpieczone ponad 50% areału wszystkich upraw w gospodarstwie. W takim przypadku rolnik otrzymał odszkodowanie w wysokości 1 000 zł do hektara. Jeżeli jednak z jakiegoś powodu nie miał polisy, stawka pomocy spadała do 500 zł za hektar.

Nie da się ukryć, że z roku na rok polski rolnik zmuszony jest więc do kalkulacji, świadomie podejmując decyzje o nie ubezpieczaniu się. Wentylem bezpieczeństwa jest tutaj z pewnością pomoc państwa, która wyniosła wtedy ponad 2,2 miliarda złotych w skali całego kraju. Warto jednak zwrócić uwagę, że wypłata odszkodowań z pieniędzy podatników nie jest receptą i rozwiązania problemu być może należy poszukać w działaniach podejmowanych przez resorty rolnictwa w innych krajach.

 

Kołem ratunkowym w przeciwdziałaniu skutkom susz i anomalii pogodowych jest efektywniejsze zarządzanie gospodarstwem oraz uprawami. Wypróbuj eAgronom i zobacz jak może Ci ułatwić pracę. Przez 14 dni testujesz nasz program dla rolników za darmo!

Zakładam konto w eAgronom

 

Czytaj również:

Nowe i lepsze Karty pól do dokumentowania prac polowych – Wzór

 

Perspektywy na poprawę sytuacji rolników

Obecnie trwa żywiołowa dyskusja na temat tego, jakie zmiany do systemu ubezpieczeń należy wprowadzić, by polski rolnik mógł cieszyć się bezpieczeństwem swoich upraw i w razie wystąpienia zagrożenia otrzymał realną pomoc w ramach ubezpieczenia rolniczego. Żadna ze stron nie znalazła jednak jak dotąd złotego środka. Pojawiają się propozycje, według których należy skupić się na rozbudowie sieci agrometeorologicznej do dokładnego monitoringu suszy i innych zjawisk pogodowo – klimatycznych. Ronicy uważają ponadto, że towarzystwa ubezpieczeniowe przy przygotowywaniu ofert powinny zwracać większą uwagę na zróżnicowanie warunków pogodowych występujących regionalnie. Wśród innych pomysłów na naprawę systemu ubezpieczeń znajdują się również: wydłużenie okresu ubezpieczenia, zwiększenie elastyczności w kontekście zakresu ochrony oraz obniżenie progów wypłaty odszkodowań.

W połowie roku prace nad zmianami w tworzeniu produktów ubezpieczeniowych podjęło również ministerstwo rolnictwa. Przygotowano projekt nowelizacji ustawy, który reguluje poziom udziału właściciela gospodarstwa w wartości odszkodowania. W opinii resortu w ten sposób rolnik będzie mógł odzyskać większość kosztów poniesionych na plantację dotkniętą ryzykiem, a wprowadzenie takiej zasady ma ostatecznie przekonać rolników do częstszego zawierania polis ubezpieczeniowych.

Autor: Damian Wiśniewski – CGFP, IT Agro

Developer systemów i narzędzi rolnictwa precyzyjnego dla gospodarstw rolnych należących do Grupy Fundacja Potulicka. Ekspert w zakresie wdrażania rozwiązań IT i rolnictwa cyfrowego, z naciskiem na oprogramowanie DSS oraz aplikacje GIS.